TO BYŁ MAJ, PIERWSZA KOMUNIA ŚWIĘTA…

771E26E5E8

Pamiętam jeszcze, jak na komunię dostawało się zegarek. I rower. Taki pierwszy niedziecięcy, z dużymi kółkami i mimo, że alba plątała się w koła i ledwo dosięgało się pedałów (bo przecież rower był kupiony na wyrost, żeby wystarczył na bardzo długo) trzeba było obowiązkową rundkę wokół domu na tymże rowerze zrobić. Jestem jednak z pokolenia Y i to wyraźnie się zaznaczyło w prezentach komunijnych, bo- wow!- dostałam też telefon . Z kolorowym wyświetlaczem! Z klapką! Ciężki i toporny, ale wow! Telefon!

I te prezenty z komunii to było jedyne co się z niej wynosiło, bo, szczerze, większość dzieciaków nie miała zielonego pojęcia, dlaczego wciska się je w białe sukienki, daje świeczki do ręki, zakłada wianki na głowy i odstawia całą tą szopkę. Cośtam niby było, że pierwszy raz przyjmujemy Jezusa do serc- ja osobiście bardziej jarałam się tym, że teraz będę mogła robić w kościele to co dorośli i ksiądz wpakuje mi w końcu coś do buzi (he, he) a nie tylko pogłaszcze po główce, jak wszystkie małe dzieci. I na ekscytowaniu się tym się skończyło. Potem jakoś do kościoła przestałam chodzić. Mama przestała nalegać. Olśniło mnie właśnie teraz, w tym momencie, że może do czasu pierwszej komunii tak mnie do tego namawiała i tak pilnowała mojego coniedzielnego ślęczenia na mszy, z której naprawdę niewiele rozumiałam, bo oczekiwała właśnie na ten moment komunii; moment w ktorym po raz pierwszy i ostatni zobaczę na oczy tyle pieniążków! W maju komunia, a w czerwcu remont salonu. Przypadek? Nie sądzę.

GDZIE SĄ MOJE PIENIĄDZE Z KOMUNII!?
Pytałam o to nie raz, serio. Nie, żebym była pazerna, dostałam przecież czerwony rowerek i telefon (z klapką!), ale- tak w razie gdyby rodzice nie wiedzieli jak czuje się dziecko gdy mówicie mu, że schowacie pieniążki w bezpieczne miejsce, a potem te pieniążki znikają: czuje sie oszukane. Nie mówię też od razu , żeby dawać ośmiolatkowi do ręki kilka stów, niech idzie wykupić cały asortyment szkolnego sklepiku, czy coś. Dziesięć lat temu z pieniędzmi na komunię niedużo bym zrobiła. I głównie głupoty, bo kupiłabym masę naklejek które się kiedyś zbierało w specjalnych albumach (miałam tego całą kolekcję i przejebałam na to fortunę) i żelki. Dużo żelków. A teraz te pieniądze by się przydały. Prawo jazdy bym sobie zrobiła. Może pojechała na jakieś fajne wakacje, może pomyślała i wynajęła mieszkanie. Pieniążki te od dziesięciu lat mogłyby leżeć i procentować, ale nie, po co?

Nie wiem jeszcze, czy moje dziecko pójdzie w ogóle do komunii. Nie będzie to tylko moje dziecko, od tego zacznijmy i samcza połowa mojego związku też będzie miała trochę do gadania w tej kwestii (jakieś pięćdziesiąt procent) i na razie jeszcze o tym nie myślałam, serio, aktualnie mam bardziej realne problemy niż to, czy za co najmniej dziesięć lat posyłać dziecko do komunii. Jeśli jednak poślę je, to wszystkie pieniądze, które dostanie zostaną co do złotóweczki wpłacone na lokatę i będą czekały na jego osiemnaste urodziny. Zawsze marzyłam o tym, że moi rodzice byli na tyle rozgarnięci by pomyśleć o czymś podobnym jako prezencie powitalny w dorosłości, ale już się nie łudzę; przynajmniej zrobię coś takiego mojemu dziecku.

Pieniądze z komunii zawsze w magiczny sposób znikają. Część ludzi próbuje więc inwestować je w materialny prezent, z którego dziecko faktycznie będzie korzystać i którym nacieszy się ono, a nie rodzice. No i tu zaczynają się schody. Co kupić dziecku na komunię? Rowerek i telefon z klapką przestały już wystarczać, takie czasy. Co powiecie na PS3 Bible Edition? Albo może… skuter? Quada? Laptop, albo komuputer odpada, dzieciak dostał to już na chrzest i grać w LOLa nauczył się szybciej niż czytać. No to… może kucyka?

POWAŻNIE, KUP DZIECKU KUCYKA
Pobawi się dwa dni, a potem, żeby odzyskać chociaż część pieniędzy za nieudany prezent możesz ze spokojem oddać kuca do rzeźni. Nie no, spoko. Plan jest dobry.

Ogromne, czarne oczy, małe uszy, śnieżnobiała sierść i źrebięcy urok – Lili była idealnym prezentem komunijnym dla dziewczynki. Mimo to już dwa dni po świętym sakramencie stanęła u handlarza koni rzeźnych. Kiedy ośmiolatkowie siadali na jej grzbiecie, nie wiedziała, co ma robić, wcześniej niezbyt wiele ją uczono. Nie chciała iść ani do przodu, ani do tyłu, smagana rózgą po zadzie nawet nie drgnęła. Głupia, durna, beznadziejna i śmierdzi – tak zabrzmiał ostateczny wyrok. W tej samej wsi mieszka handlarz koni rzeźnych. Bez żalu, łez czy refleksji zaprowadzono do niego małą, białą klacz. Źródło

Kot i pies to przeżytek. Większość dzieci marzy o pieskach i kotkach, ale potem pieski i kotki zaczynają generalnie zawadzać i zdajecie sobie sprawę, że jednak nie jesteście w stanie poświęcać zwierzęciu tyle czasu ile powinniście. Jasne, skoro nie jesteście w stanie poświęcić czasu psu, na pewno znajdziecie ten czas dla konia. Logiczne przecież.

Jeśli już chcecie udowadniać jak zajebistymi jesteście rodzicami, czy chrzestnymi i jeśli już musicie władować miliony monet w prezent dla dziecka które nie bardzo jeszcze wartość pieniądza rozumie i taką samą frajdę co zabawa najdroższym modelem iPhone’a sprawi mu zabawa znalezionym patykiem, to kupcie mu rzeczy materialne- quada, skuterek, pierwszy samochód. Ale do jasnej cholery, nie konia. Bo to nie coś co odłożycie na półkę albo schowacie do garażu gdy się znudzi lub nie spodoba. Na tym, że jesteś idiotą i kupujesz skuter nie mając pojęcia o tym jak o niego dbać (ale kupujesz, bo to takie fajne i dzieciak będzie się cieszył) cierpisz jedynie Ty i Twój portfel. Serio, jego zawartość mnie nie obchodzi, wydawaj ją sobie na co chcesz. Ale koń to żywe stworzenie; musisz wiedzieć jak się nim zająć, czym karmić, czego potrzebujesz i przede wszystkim pamiętać że to nie zabawka, która będzie chodzić w kółko i nosić na grzbiecie dzieci, jeśli nigdy wcześniej nie była tego uczona. Trochę odpowiedzialności. Wiesz, nie bądź jak te małolaty w bejbi blues, które zrobiły sobie dziecko bo to było „fajne i modne” a nie miały zielonego pojęcia o jego wychowaniu.

SZOPKI KOMUNIJNEJ CIĄG DALSZY
Ubierz córkę w bufiastą króciutką sukienkę, w której będzie wyglądała jak ośmioletnia kurewka. Zrób z dzieckiem zdjęcie w otoczeniu milionów monet i drogich prezentów i koniecznie opublikuj na Facebooku. Niech dzieciak wpieprza kanapki z hajsem i z szynką z amstaffa podczas komunijnego obiadu. Dla niego to wszystko nie będzie miało znaczenia. Ja podczas komunii cieszyłam się, że mam pierwsze „stukające” buciki, takie na delikatnym obcasie. I, że wyglądam jak księżniczka w wianuszku na głowie i cała w bieli. Po zjedzeniu rosołu poszłam z kuzynką na dwór i odgrywałyśmy pierwszą scenę z „Uciekającej panny młodej” (tą, w której Julia Roberts galopuje na koniu przez łąki, uciekając sprzed ołtarza) siedząc na grzbiecie konia na biegunach- i naprawdę nie obchodziło mnie to, że w domu czeka na mnie stos prezentów i koperty pełne pieniędzy.

Jeśli spodobało Ci się w Podziemiu,  zachęcam do zostania na dłużej. Miejsca jest dosyć.Tutaj możesz podnieść kciuk w górę i pokazać, że podoba Ci się moja twórczość, oraz być na bieżąco z nowymi wpisami.

Reklamy

32 uwagi do wpisu “TO BYŁ MAJ, PIERWSZA KOMUNIA ŚWIĘTA…

  1. Biznes. Kolejna okazja do wydania pieniędzy na wizytowe ubrania dla całej rodziny, zamówienie cateringu, zdjęć pamiątkowych, kupna prezentów i setki złotych za kilkadziesiąt minut mszy, albę, buciki, sukieneczki… (bo przecież taca ma być cicha). Miałam komunię , bierzmowanie. Pamiętam uczenie się kilkudziesięciu modlitw na zaliczenie, jakieś obowiązkowe chodzenie do kościoła by mieć możliwość „przyjęcia Pana Jezusa do serca”. Dopiero po latach zrozumiałam co np. znaczy słowo „cudzołożyć”. Nieważne że wraz z rówieśnikami zastanawialiśmy się nad sensem nauki tego wszystkiego, bo najzwyczajniej w świecie nie rozumieliśmy słów, które każe nam się zapamiętać. Ale mieliśmy nie zadawać pytań, nie przedłużać lekcji, zaliczyć i zapłacić. Uważam to za kompletny bezsens. Jeżeli się wierzy, to nieważne do jakiego kościoła chodzisz, czy w ogóle dajesz na tacę i czy masz czas w niedzielę na mszę oraz słuchania Rydzyka w radio. Jeżeli wierzysz to nie obchodzi Cię ta cała sztuczna otoczka, bo wiara polega głównie na rozumieniu i wierze, że to co czynię, myślę ma sens. Czy uczenie się na pamięć nawet dekalogu na zaliczenie, a potem łamanie tych zasad ma sens? Nie. Może dlatego jestem niewierząca.

    Polubione przez 2 ludzi

    • Odmawianie przeze mnie modlitw gdy byłam dzieckiem było takim typowym klepaniem. Wymagało się, żebyśmy je znali, jak się znało, to dostawało się ocenę na religii, ale nikt nie pytał, czy rozumiemy. I faktycznie jest to bez sensu. Ja wiem, że dzieci to takie małe ludzie i dużo rozumieją, ale jak mają zrozumieć, skoro nikt nie kwapi się do tego, żeby tłumaczyć?

      Lubię to

      • Dużo trudniej jest faktycznie nauczyć zamiast powiedzieć „zrób to, a dostaniesz 5”. Uczy to tylko „zaliczania” przedmiotu, niczego więcej. W innych krajach chwali się dzieci, gdy zadają dodatkowe, trudne pytania, w Polsce mam wrażenie że jedynie od tego ucieka. Masz myśleć szablonowo, bo na maturze „nie trafisz w klucz”, masz mówić „to i to” w danej sytuacji…

        Polubione przez 1 osoba

      • Hahah, dokładnie! Zastanawianie się co „autor miał na myśli” i ocenianie według gotowych odpowiedzi, które ten zamysł autora przewidują. Wyskoczysz z czymś, czego nie zaiwera klucz? Źle. To nic, że wiersz czy obraz można dowolnie intpretować- Twojej odpowiedzi nie przewidział klucz, a więc jest ona zła. Koniec, kropka.

        Lubię to

  2. Komunia srunia…Nawet nie pamiętam czy dostałem jakieś pieniądze na komunie czy nie. Szczerze? Wspominam ten czas dość wesoło i zabawowo. Cała rodzina się zjechała! Ja dostałem wymarzony mikroskop i rower, którym nie jeździłem(chciałem go, ale to nic nie zmienia:) ). Bawiliśmy się przednio z kuzynami! O TOTO, było najważniejsze! Przynajmniej to pamiętam. Osobiście najchętniej nigdy bym nie chrzcił dziecka i nie robił mu komunii. Jak będzie dorosłe to samo zdecyduje i te sprawy. Sam bym przekazał wiedze na temat różnych religii, żeby z otwartym tolerancyjnym umysłem szło do przodu. jednak ograniczają mnie różne sprawy. Wyliczamy? 1. Brak tolerancji dla rodzin ateistycznych. Gnębienie ze strony dzieciaków i takie tam. 2. Moja narzeczona, ATEISTKA tak jak ja, uznaje, że dla spokoju ducha i żeby teściowa nas nie wyklęła, warto odbębnić te nic nieznaczące rytuały. Koniec wyliczania:) Sam jestem antykościelny i antywiarowy. A się chaotycznie rozpisałem XD

    Polubione przez 1 osoba

    • No w sumie mam podobnie z tym wyliczaniem. Skoro nikt w rodzinie nie jest za bardzo wierzacy i nie będzie dziecku wpajał chrześcijańskich nauk, to po co w ogóle go chrzić? Ale z drugiej strony, jezeli przy każdym rodzinnym spotkaniu mam wysłuchiwać „Szatan Cię opętał, dziewczyno, Szatan!” to wolę już oblać dzieciaka wodą, no co mi szkodzi?

      A pamiętam swoje zdziwienie gdy po raz pierwszy zobaczyłam na oczy dwustuzłotowy banknot. Nie miałam pojęcia, że takie istnieją. I właśnie słowa mojej mamy, że schowa pieniążki w bezpieczne miejsce. Tak schowała, że do dzisiaj się nie znalazły xD

      Lubię to

    • To już zalezy od dzieciaka. Znajdzie się dziesięciolatek, który będzie odkładał sobie pieniązki na kupienie czegoś i znajdzie się dwa razy starszy od niego koleś, ktory pół wypłaty przewali na alkohol, taksówki i życie na bogato, a potem pójdzie do rodziców i poprosi o pożyczkę. Szósty miesiąc z rzędu.

      Lubię to

  3. Mnie wepchnięto w albę, która miesiąc wcześniej była ok, no ale hello, miałam 8-9 lat, ja rosłam. A teraz te sukienki? Ja takiej na własny ślub nie włożyłabym. Jak to dobrze, że mam młodszego brata, nie siostrę, przynajmniej za te 3 do 4 lat nie usłyszę, ze koleżanka miała ładną suknię.

    Lubię to

    • A może być i Julia Roberts 😉 Punkt dla Ciebie, zaraz poprawiam.

      Wiesz, pod artykułami na temat tego kucyka pojawiały się też komentarze „Głupi rzpuszczony bachor” „Dziecko do rzeźni zamiast konia”- ale tak naprawde czemu jest winne dziecko? Pewnie powiedziało, że marzy o kucyku, chryste, która dziewczynka tak nie gadała jak była mała. To ewidentna wina rodziców, bo byli lekkomyślni i nieodpowiedzialni.

      Lubię to

      • I ja mowie o rodzicach! Tez chcialam miec konia w tym wieku. Dostalam rower. Nadal chce konia, ale teraz mam pojecie, co to znaczy 😉

        Lubię to

      • W mojej zawsze były właśnie koty i psy. Potem chomiki, świnki morskie, rybki, żółw nawet raz chyba i epizod z papugą miałam. Nie nudziłam się ;D

        Lubię to

      • Po moim mieście dzieciaki jeżdżą na kucu pod opieką dziadka. Parę lat temu koleś z naprawdę duża działka zrobił prezent swoim wnukom i płot obok tej działki jest latem głównym miejscem spotkań matek z dziećmi 🙂 Kucykowi jest naprawdę dobrze, więc da się- nie twierdzę że osoba prywatna mieszkająca w mieście nie może zrobić takiego prezentu. Tylko ze dziadek pewnie sporo o tym czytał, długo przed tym zanim kucyk się pojawił widziałam wracając ze szkoły jak buduje mu stajnię i on wiedział jaka odpowiedzialność ciągnie za sobą takie zwierzę.

        Polubione przez 1 osoba

      • Wiem, wiem… Nie zapominaj, że dziadek w młodości mógł mieć doświadczenia z końmi ;D

        Koń, pies, kot, papuga – zawsze jak bierze się zwierze pod opiekę, powinno się to robić świadomie, z intencją jak najlepszego zadbania o jego potrzeby i świadomością tych potrzeb. Ostatnio usłyszałam hasło, że szef koleżanki chce mieć kozę, bo chce mieć swoje kozie mleko. A świadomości tego, że koza nie daje mleka okrągły rok bez koźlaków w perspektywie, a dojenia trzeba pilnować, bo może się to źle skończyć – jakoś nie ma. No szlag człowieka trafia.

        Polubione przez 1 osoba

      • A to nawet nie wiedziałam. Po tym co napisałaś szef wydaje mi się być takim hipsteropodobnym tworem „Kozie mleko, takie zdrowe, wow”. Ale, nie ocenia się ludzi, jesli się ich nie zna, więc tylko zostawie to wyobrażenie w mojej głowie. Niech se siedzi ;D

        Lubię to

      • Lubię kozie mleko ;D Ale właśnie swoje, a nie sklepowe, bo sklepowe nagminnie jest obrzydliwe. Moi dziadkowie mają od lat kozy i bardzo lubię te brodate szatany, mają świetne charaktery ;D Zresztą, zawsze uwielbiałam jeździć na wieś, mam tam trochę rodziny i znajomych, nawet trochę im zazdroszczę… Wielki dom, mnóstwo przestrzeni, zieleni i zwierząt, trochę nawozem wali, ale w mieście daje nieraz gorzej.

        Krowa, koza, owca – żeby było mleko, muszą być młode. Jest mleko – trzeba doić, i to dwa razy dziennie. Z tego co wiem, krowy bardzo szybko dostają zapalenia wymion co raz – jest piekielnie dla nich bolesne, dwa – ciężko się leczy. Do tego krowy są spokojniejsze, ale kozy leją się między sobą, a do tego są bardzo cwane i serio potrafią zeżreć ci nogawkę tak, że nawet nie poczujesz.

        No i kwestia młodych… Czasem rodzą jedno, ale często po dwa, nawet trzy. Z młodymi trzeba coś robić. Z tego co pamiętam, dorosły cap jest niejadalny, a nie bez powodu powstają przysłowia na temat jego zapachu. A jak się takiego koźlaka zabije – to jest skóra, jest mięso, są flaki do wypatroszenia, zresztą, kozy żrą, ale też srają. Kurna, do tego trzeba mieć czas i serce, a nie zachcianki.

        A jak ktoś chce konia, to polecam najpierw zatrudnić go do sprzątania stajni przez miesiąc, a potem spytać, czy dalej chce… Ludzie mają problemy ze sprzątaniem po swoich psach i zmienianiem żwirku w kuwecie, a z wielkiego zwierzęcia jest przecież równie wielka kupa…

        Polubione przez 1 osoba

      • Niektórzy nawet rybką by się nie potrafili dobrze zająć 😀
        A co do mleka pije tylko krowie, koziego chyba nawet nigdy nie próbowałam 🙂

        Lubię to

      • Sklepowe jest jakoś dziwnie pasteryzowane. Takie świeże smakuje jak krowie, może jest trochę tłustsze. Ale mojej babci od koziego siwe włosy tak ściemniały, że przestały wyglądać jak siwe ;D

        Ej, rybka to nie taka prosta sprawa – łatwo przekarmić, wymienianie wody w akwarium, trzymanie jej w normalnym akwarium a nie w kuli… To nie takie proste! ;D

        Lubię to

      • Raz swoją zamroziłam przez przypadek. Byłam dzieciaszkiem malutkim, a w mojej wiosce był mały skelpik zoologiczny gdzie rybka kosztowała parę złoty. W noprmalnym zoologicznym nigdy by pewnie dziecku rbyki nie sprzedali, a tam sprzedali. No i wróciłam do domu, rybka do słoika, nalałam jej wody i… okazało się, że była za zimna i rybeńka padła po kilku godzinach. Ale dzieci czesto mają takie historie że zrobiły coś zwierzakowi niechcący, chwyciły nie tak jak trzeba, nadepnęły na ogon, albo różne takie inne. Wiesz, nie nalałam tej rybce celowo zimnej wody i nie patrzyłam jak cierpi, jak zobaczyłam, że pływa do grzbietem w dół to był oczywiście wielki płacz i smutek, bo nie rozumiałam, że jak naleję lodowatej wody, to coś się jej stanie. Na swoje dziecięce rozumowanie: „Było lato, chciałam, żeby rybce było chłodno”.

        Lubię to

      • Ja swoją ugotowałam… No dobrze, nie do końca, nie nalałam jej wrzątku, ale rybka była z ciepłych krajów nie? To nalałam ciepłej wody. Za ciepłej…

        Polubione przez 1 osoba

  4. Moje pieniądze z komuni wylądowały na książeczne oszczędnościowej, do której będę miałą dostęp dopiero po 18-stce. Oczywiście na początku byłam obrażona na rodziców, bo to w końcu MOJE pieniądze! Koledzy kupowali sobie xboxy, koleżanki miały swoje polly pocket, a ja musiałam zadowolić się za dużym zegarkiem i rowerem. Teraz wszstkie te osoby, zazdroszczą mi że posiadam jeszcze pieniądze z komuni, a oni nie pamiętają na co te pieniądze stracili.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Obawiam się, że przyjmowanie pierwszej komunii dzisiaj przez dzieci, które mają 6-7 lat jest po prostu bez sensu. Zacznijmy od tego ,że na katechezę chodzą bo muszą, a nie bo chcą – pewnie dlatego, że to jest przedmiot, z którego są wystawiane oceny. Rodzice też specjalnie dzieci do tego nie przygotowują, bo są zbyt zalatani, zajęci różnymi obowiązkami, sprzątaniem, załatwianiem itd.
    Ja pamiętam, że na swoją pierwszą komunię dostałem piłkę do nogi, encyklopedie i oczywiście pieniądze. Wiele ich nie było, bo chyba z jakieś 600zł. Wszystko wydałem na komputer, który służył mi przez kolejnych 9 lat. Dzisiaj dzieci, dostają jakieś dziwne rzeczy, z którymi nie wiedzą co zrobić, więc pobawią się przez 5 minut no i rzucają w kąt.
    Dzieci nie muszą iść do pierwszej komunii w 2 klasie podstawówki, tak jak nie muszą iść do bierzmowania w liceum. Mogą przystąpić do tych sakramentów w wieku 20 lat nawet 40. Ważne, żeby pojęli ich sens.

    Lubię to

    • Dokładnie, ale nie, po co? Wiesz jak ktoś ma 40 lat to już może sam myśleć i decydować o sobie, a takie paroletnie dziecko niewiele rozumie i decydują za nie rodzice, Kościół bardzo lubi takie niewinne duszyczki. Druga sprawa, że tak jak dzieci w drugiej klasie podstawówki mają cały rok przygotowań (podobnie licealiści do bierzmowania) tak potem wystarczy dać w kopertę, całe przygotowanie da się zmieścić w parę dni i jakoś tez nie ma z tym problemu.
      A rodzice oczywiście nie mają czasu dla dzieci i zamiast z nimi porozmawiać, wyjaśnić zostawiają to szkole. A w szkole katecheci, mówiący różne różniste bzdury, uczące opinii a nie faktów. Generalnie to podejście nie jest „według mnie Bóg istnieje” ale „Bóg istnieje, mam na to dowody- i nie, cała seria książek o Harrym Potterze nie jest dowodem na istnienie Voldemorta drogie dziecko, ale Biblia dowodem na istnienie Boga jest”. Zawsze chodziłam na religię bo mama twierdziła, że powinnam. No skoro jest w szkole, to powinnam. To nic, że byłam utrapieniem katechetów bo zadawałam dużo pytań, na które tylko nieliczni potrafili odpowiedzieć „Nie wiem”. Cała reszta argumentowała w stylu „Bo Bóg tak chciał” i „Niezbadane są ścieżki Pana”.

      Polubione przez 1 osoba

  6. Ja swoją komunię wspominam pół na pół z konia pewnie bym się ucieszyła, bo to cudowne zwierzę i jeździłabym później, ale mój stan zdrowia nie pozwalał. Ledwo wypisali mnie na komunię ze szpitala, miała być zmiana i miałam nieść pod ołtarz coś lekkiego, oczywiście dostałam coś ciężkiego, wszystkie dzieci miały próby, a mnie to pominęło. Lecz i tak wspominam ją dobrze, a najfajniejsza akcja była w kościele jak ksiądz mówił każdemu dziecku, żeby uważało na kabel. Ojciec pilnował syna(moj kolega z klasy) syn przeszedł do zdjęcia, a ojciec przechodząc zawadził i się wywalił, ale nic nikomu się nie stało.

    Lubię to

    • Ja na swojej komunii czytałam na rozpoczęciu podziękowania. Rodzicom, nauczycielom, księżom i tak dalej. Mama była ze mnie strasznie dumna ze mając te kilka lat byłam w stanie wyjść na środek i stanąć przed mikrofonem. A co do takich akcji- mieliśmy strasznie mały kościół i jeden koleś zemdlał od duchoty zanim jeszcze przyjął komunię.

      Lubię to

  7. Za mój hajsik rodzice kupili mi tonę ubrań, dvd i całe kino domowe, bo to było trendy wśród moich znajomych. DVD było lansem ale kino domowe… to bylo coś! Pierwszym filmem jaki obejrzałem byli „Iniemamocni” 😀

    Lubię to

Podziel się swoją opinią

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s