ŻYCIE PRZESZŁOŚCIĄ W TRWAJĄCYM ZWIĄZKU

tera

Chciałam być Sarą w ramionach Bogusława Lindy, a jestem tylko zwykłą kurą domową. Chciałam się pieprzyć bez opamiętania, długo, z miłości, namiętnie, jak dziwka w Amsterdamie, a jedyne co mi pozostało to pięciominutówka dwa razy w tygodniu. Chciałam prawdziwego mężczyzny, a mam pozera, który nie potrafi przyznać się do błędu.  Nie zakochałam się w nim, tylko w roli, którą grał kiedy go poznałam.

Przychodzi w pewnych relacjach moment, w którym wszystko zaczyna się sypać, a próba poskładania tego ma takie samo powodzenie sukcesu jak ułożenie domku z kart podczas trzęsienia ziemi. W Nepalu. Mimo to próbujesz, starasz się za wszelką cenę, zamiast rzucić karty w cholerę i ratować życie. Tak, życie. Bo w podobnej do opisanej wyżej sytuacji Twój partner jest zawalającym się pod wpływem wstrząsów budynkiem i jeśli zaraz nie uciekniesz, skończysz przysypany pod stosem gruzu. Początki związków zawsze są fajne. Jednorożce, tęcze, brokat i miłość. Potem tęcza zostaje spalona, jednorożce odlatują do krainy wiecznej szczęśliwości, brokat opada na ziemię i przy dobrych wiatrach zostaje wam miłość. Miłość, która sprawi, że wytrzymacie ze sobą bez całej tej kolorowej, pachnącej kwiatkami aury, która towarzyszy zakochaniu i pozwala nam widzieć drugą osobę zupełnie inną niż jest w rzeczywistości. Wyolbrzymiamy jej zalety i zupełnie ignorujemy wady; bagatelizujemy każdą, myśląc, że to się da zmienić, a do tego sie przyzwyczaić. Nie da się. Nie zmienisz drugiego człowieka, jeśli on nie będzie chciał zmieniać się dla Ciebie. Ba! Trafi Ci się taki, który wykorzysta otaczającą go tęczową aurę i zbuduje na niej wzierunek siebie całkiem odmienny od jego rzeczywistej postaci. Będzie mówił dokładnie to, czego od niego oczekujesz, snuł wielkie plany i składał obietnice lepsze niż wszyscy politycy przed wyborami razem wzięci. Dopiero z czasem zaczyna do Ciebie docierać, że we wszystkich tych słowach niewiele prawdy. Dlaczego więc widząc walący się na Ciebie budynek nie ruszasz się z miejsca i próbujesz ratować walącą się papierową konstrukcję?

Kocham to, kim był kiedyś, a nie to kim jest teraz.

Właśnie dlatego. Czasem przywiązanie do drugiego człowieka przybiera złą formę; jest tak silne i bezwarunkowe, że zostajemy z kimś nawet gdy nas krzywdzi. Dlaczego kobiety bite przez mężów alkoholików nie wyjdą któregoś dnia z domu, niby po chleb i nigdy już nie wrócą? Dlaczego ludzie są ze sobą w związkach mimo iż wiedzą, że druga osoba je zdradza, okłamuje albo wykorzystuje? Bo naiwnie wierzą, że to się kiedyś zmieni. „Na początku przecież taki nie był”- usprawiedliwiają się i żyją wspomnieniami tego, co było dobre. Byłam w związku z przywiązania. Tego złego. Chłopak po X czasu związku mówił mi rzeczy całkiem odwrotne do tych, które słyszałam gdy się poznawaliśmy i za każdym razem, gdy tego słuchałam miałam w głowie coś w rodzaju „Jeszcze się zmieni”, ufnie licząc, że zmieni się na lepsze. I nie widziałam żadnej poprawy, ani nawet żadnej chęci do owej. Dawałam mu kolejne szanse, ignorowałam to, co ludzie dookoła mnie mówili- ludzie oceniający całą sytuację znacznie trzeźwiejszym, bo przecież nie zakochanym, okiem. W moich oczach partner był niemalże idealny, każda zaleta przyjmowała gigantyczne rozmiary a wada stawały się ledwo widoczne. I to już nawet nie chodzi o to, że on sam chciał się taki w moich oczach wydawać, ale to ja chciałam, żeby taki był. Gdy nachodziły mnie wątpliwości odganiałam je wspomnieniami z początków naszego związku. To samo robiłam po każdej kłótni. I było to równie bezcelowe jak wkładanie wysiłku w bieganie dookoła, podnoszenie brokatu z ziemi i wyrzucanie go z powrotem w górę, po to, by za chwilę znów opadł. Po co to piszę? Niby oczywista oczywistość, że jeśli nie jesteś w związku szczęśliwy, jeśli nie chcesz żyć wspomnieniami a cieszyć się tym co jest teraz, jeśli partner Cię nie szanuje i zmienia się nie do poznania, stając się zupełnie inną osobą niż tą, którą pokochałaś- to nie jest dobrze i trzeba spierdalać. Niby. Bo ja sama siedziałam sobie i podziwiałam walące się na mnie kamienie, taka byłam mądra. Znam ludzi, którzy uparcie tkwią w takich związkach i to nie są odosobnione przypadki.  Może jedyne czego potrzebują, to tego, żeby ktoś ostrzegł ich o tym walącym się budynku?

Zdjęcie: wallhaven
Spodobało Ci się w Podziemiu? Zachęcam do zostania na dłużej. Miejsca jest dosyć. Tutaj możesz podnieść kciuk w górę i pokazać, że podoba Ci się moja twórczość, oraz być na bieżąco z nowymi wpisami.

Reklamy

12 uwag do wpisu “ŻYCIE PRZESZŁOŚCIĄ W TRWAJĄCYM ZWIĄZKU

  1. Powiedzialabym nawet ze bardzo wiele osób tkwi w takich związkach i prawie każdy w takim kiedyś był, ze mną włącznie. Cóż… Człowiek uczy sie na błędach :/

    Polubienie

    • Nauka na błędach jest najważniejsza, bo to jedyny pożytek jaki z popełniania błędów płynie. Jesli nie umiemy wyciągać z nich wniosków, to cały czas będziemy popełniać te same.

      Polubienie

  2. „Kocham go nie za to, kim jest, ale kim może się stać” – to takie naiwne! Zakochanemu łatwo wierzyć, że druga osoba się zmieni na lepsze, widzi w niej „potencjał”. Ten wpis jest kubłem zimnej wody dla takich marzycieli. Świetny.

    Polubienie

  3. Cóż, ja należę do tej wąskiej grupy osób, które były z facetem z przyzwyczajenia, wierząc, że kiedyś będzie lepiej… i się na tym nie przejechały. Trwaliśmy przy sobie, wciąż kłócąc się i wierząc w naszą miłość. I było warto, daliśmy radę – jest cudownie. 😉

    Polubienie

  4. Ja nie wytrzymałabym w związku „z przyzwyczajenia”, mój były facet był okropną marudą i nostalgicznie płakał gdy tylko powiedziałam coś nie tak – nie dałam rady bo to ja w ów związku nosiłam spodnie. Uh, związek to ciężka praca i dużo wyrzeczeń… niestety 🙂

    Polubienie

  5. Dobry tekst 😉 Nigdy więcej związków z przywiązania. Dbajmy o siebie, wprost mówmy o swoich potrzebach, marzeniach. Każdego dnia zmieniamy się, czy tego chcemy czy nie. My i nasz partner. Idealnie byłoby spotkać kogoś, z kim nawet po 10 latach będziemy mogły porozmawiać nie o promocji w Tesco,a o sprawach dla nas ważnych, wspólnych. Nie z przywiązania z chęci bycia ze sobą. Podziwiam wszystkie pary z długim stażem, które szczerze się kochają, po latach pamiętają o słowach, czynach i dbają o uczucie, które każdego dnia wciąż budują. Bo tak jak napisałaś, można stworzyć coś jak piękny domek z kart, ale to będzie na chwilę, zupełnie jak z brokatem. Podstawą powinny być silniejsze, bardziej trwałe fundamenty, takie jak: marzenia, wspólne cele, sposób patrzenia na świat, dostrzeganie tych samych pierdół itp. Wtedy nie tworzy się czegoś kruchego, z pozoru pięknego, lecz coś więcej. I nawet jakby miało nie wyjść (bo tego nigdy nie wiemy) to zawsze warto spróbować. Nie wiemy czy z pozoru banalne spotkanie nie sprawi że obudzimy się obok tego faceta za 20 lat, prawda?

    Miłego wieczoru. Dziękuję i pozdrawiam,
    K.

    Polubione przez 1 osoba

  6. W związkach bywają kryzysy, które można przezwyciężyć.
    Jednak gdy zmiany w nas i naszym partnerze są tak dalekie od tego co było na początku lub gdy wmawiamy sobie ON SIĘ ZMIENI to chyba nie warto:/
    Problem tkwi w tym czy właśnie to tylko kryzys czy się już minęliśmy?

    Polubienie

Podziel się swoją opinią

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s