W PODRÓŻY KU DOROSŁOŚCI

seks

Pamiętacie z czasów szkolnych lekcje wychowania do życia w rodzinie? Słowa penis, pochwa i seks wciąż peszyły i jednocześnie rozweselały lepiej niż jakikolwiek kawał. Gdy je wypowiadaliśmy, to zawsze szeptem, jakby to było pieprzone imię Lorda Voldemorta. Koślawe cycki na obrazach, którymi ilustrowany był podręcznik do polskiego były jedynymi, które mieliśmy do tej pory okazję oglądać. Wszyscy- bo chłopacy jeszcze nie widzieli, a dziewczyny swoich nie miały. Niektórzy myśleli pewnie przez jakiś etap swojego życia, że od całowania można zajść w ciążę, innym próbowali wmówić, że bociany, pszczółki i dzieci w kapuście- na szczęście, gdy byliśmy już w odpowiednim wieku do rozmowy na tematy seksualne, z pomocą przychodziła podstawa programowa, która przewidywała naukę z wychowania do życia w rodzinie. Jakże pięknie.

Rozumiem wprowadzać takie zajęcia pod koniec podstawówki, gdzie dzieci są w takim wieku, w którym- teoretycznie- nie za wiele na ten temat wiedzą, a niedługo może im się przydać. Ale po jaką cholerę ten przedmiot jest także przez całe trzy lata gimnazjum? Dobra, ja miałam w klasie takie rodzynki, które z pochwy i penisa śmiały się tak samo w wieku sześciu i szesnastu lat, ale większość ludzi w tym wieku jest już dość ogarnięta w tych tematach. Niektórzy to zajęcia praktyczne z rodzenia za chwilę będą odbywali, praktyki seksualne dawno już zaliczyli i mogliby sobie luźno z nauczycielką tego przedmiotu porozmawiać o ulubionych pozycjach. Albo może i czegoś ją nauczyć. A zakres materiału, z którego mają być przeprowadzone lekcje jest wciąz ten sam. Do znudzenia to samo, przekazywane w tak samo idiotyczny sposób.

Mam nadzieję, że jestem ostatnim pokoleniem, któremu na lekcjach wychowania do życia w rodzinie emitowano serię tych nakręconych w czasach ciemnoty i zabobonów filmów edukacyjnych, z których mogliśmy się dowiedzieć na przykład, że masturbacja jest grzechem, za który pójdziemy do piekła, od tamponów się umiera, miłość to stan patologiczny, antykoncepcja to zło i inne takie kwiatki. Koło materiałów edukacyjnych to to nawet na półce nie powinno leżeć. Bardziej w dziale komedia, religia albo fantasy. Albo najlepiej wszystkie trzy na raz. Szkoła na szczęście idzie z duchem czasu i z racji tego iż weszliśmy już w XXI wiek postanowiła zrezygnować z tych średniowiecznych nauk nagranych na VHS i powstały nowe podręczniki do wychowania rodzinnego o jakże zacnym tytule Wędrując ku dorosłości.

FRAGMENT PODRĘCZNIKA „WĘDRUJĄC KU DOROSŁOŚCI”:
(Więcej cytatów z komentarzami znajdziecie u Kuca)
„Dla wielu młodych ludzi masturbacja jest problemem; przyznają, że czują się z tym źle i chcieliby umieć się od niej powstrzymać. Nie dramatyzując problemu, dobrze byłoby potraktować go w kategoriach zadania: Wiem, że to jest zachowanie niedojrzałe, chcę osiągnąć dojrzałość, więc podejmuję trud uporania się z nim.”

Dobra, pieprzyć to, zapomnijcie co mówiłam. Żadnego ducha czasu, żadnego XXI wieku. Wciąż wciskają dzieciom te same bzdury, tylko w nieco zmienionej formie.

Odnosze wrażenie, że podstawa programowa dla tego przedmiotu zakłada, że szesnastoletnie osoby nie miały wczesniej do czynienia z seksem pod żadną postacią. I nie mówię tu tylko o tej praktycznej, ale chociażby o pornografii, z którą przecież nie trudno jest się spotkać. Kiedyś trzeba było ojcu podrkaść Świerszczyka a potem przyjąc lanie na tyłek za karę, że miało czelność się to zrobić, teraz wystarczy zapłacić dwadzieścia złotych i iść do kina. Niekoniecznie nawet na Greya, bo wiele produkcji filmowych wzbogaca się o sceny seksu, coraz bardziej odważne i coraz więcej pokazujące. Teledyski, teksty piosenek, wycieki nagich zdjęć gwiazd z chmurki- cycki są wszędzie. Nawet będąc małym dzieckiem nie da się czegoś nie podsłuchać, nie wyłapać, nie poukładać sobie samemu w głowie i na lekcje wychowania do życia w rodzinie idzie się juz z jakąś wiedzą.

To nie jest coś o czym się nie rozmawia i czego się unika. Seksualność przestała być tematem tabu, tymczasem autorka podręcznika, pani Teresa Król, zdaje się być członkinią sekty, która uznaje, że dziewczyna w bluzce bez rękawów kusi chłopca ramionami i przez nią nie może się on skupić na nauce (autentyczny powód, dla którego w mojej szkole dziewczyny musza nosić koszulki zasłaniające ramiona, nawet jeśli jest trzydzieści stopni ciepła). Stosunek płciowy przyrównuje do siania ziarna w glebie, dziewicę określa jako dziewczynę która nie rozmienia się na drobne i twierdzi, że pary stosujące naturalne metody planowania rodziny rozpadają się rzadziej niż osoby stosujące antykoncepcję w postaci prezerwatyw czy tabletek. W ogóle antykoncepcja jest negowana, a tabletki po zaliczane do wczesnoporonnych.

Bardzo mi to ciągnie Kościołem i brzmi bardziej jak moje dywagacje z katechetką na temat tego, które z praktyk seksualnych są uznawane w religii chrześcijańskiej, a które nie, niż na fragmenty podręcznika, które mają nam przekazać wiedzę o współżyciu. Wiedzę obiektywną do jasnej cholery. Po przeczytanych fragmentach odnoszę jednak wrażenie, ze próbuje mi się wmówić, że kalendarzyk jest lepszą antykoncepcją od kondomów.

Teresa Król nie zaleca też stosowania tamponów, ze względów higienicznych i zdrowotnych. Jasne, przecież bardziej higieniczne jest, żebym nosiła w majtkach pampersa nasiąkniętego krwią i resztkami nabłonka.

I tak najlepsze jest zostawione jak zawsze na koniec.

Ginekolog to nie dentysta – regularne kontrole w Waszym wieku nie są konieczne. Jeśli dziewczyna czuje się zdrowo i ma kogoś zaufanego, kto odpowie na pytania czy rozwieje jej wątpliwości (najlepiej, by była to mama), wizyta jest niepotrzebna.

Opinia mamy jest lepsza i bardziej wiarygodna od diagnozy lekarza. Mama zdiagnozuje problemy z hormonami i pomoże je leczyć, recepte nawet przepisze. Mama zrobi badania i wykryje potencjalnego raka piersi bądź szyjki macicy. Swoją drogą, jakie to jest dziwne, ze z jednej strony mamy kampanie, które nawołują do okresowych badań, za chwilę zaczną prezenty w gabinetach rozdawać po to, żeby kobiety regularnie badały piersi, a z drugiej strony próbują nas przekonać, że ginekolog to nie dentysta.

Słucham tego, czytam to wszystko i bierze mnie autentyczna kurwica. Niech już sobie ten przedmiot będzie w szkole, chodź według mnie w dzisiejszych czasach więcej na ten temat dzieciaki się dowiedzą z Internetu, książek czy od starszych kolegów, jeszcze zanim w ogóle będa w wieku, w którym na wychowanie do życia w rodzinie zaczną chodzić (chociaż kto wie, jak to tam będzie z tą edukacją seksualną w przedszkolach). Może niektórym jest potrzebny, bo wolą o tym porozmawiać w klasie, niż z rodzicami. Może przydaje się do tego by jakoś przefiltrować i usystematyzować wiedzę, którą się do tej pory nagromadziło z różnych, niekoniecznie wiarygodnych źródeł. Ale niech będzie w ostatniej klasie podstawówki, a nie ostatniej klasie gimnazjum.

Jeśli już jednak mają się odbywać te zajęcia, niech wiedza, która jest na nich przekazywana będzie rzetelna i naukowa, a nie polega na wmawianiu dzieciom, że są złe ponieważ w okresie dojrzewania odczuwają naturalny popęd seksualny. Niech uświadomi się im konsekwencje nieodpowiedzialnego współżycia i potencjalne zagrożenia z tego płynące i to im samym pozostawi wybór, kiedy chcą rozpocząć współżycie, zamiast sugerowania im tego co powinny zrobić: „Z powyższych rozważań jasno wynika, że najwłaściwszym miejscem dla inicjacji seksualnej jest małżeństwo.”

I to jest napisane w obiektywnym, naukowym podręczniku zatwierdzonym przez MEN.

Zdjęcie: wallhaven
Spodobało Ci się w Podziemiu? Zachęcam do zostania na dłużej. Miejsca jest dosyć. Tutaj możesz podnieść kciuk w górę i pokazać, że podoba Ci się moja twórczość oraz być na bieżąco w nowymi wpisami.

Reklamy

16 uwag do wpisu “W PODRÓŻY KU DOROSŁOŚCI

  1. No i jak to się ma do stwierdzenia, że feminizm w dzisiejszych czasach jest niepotrzebny? 😉 Pytanie retoryczne. Zilustruję je tylko cytatem: „I tak, jeśli zdecydujesz się pomóc koleżance w geometrii, zdobądź się na cierpliwość i wyrozumiałość, choć może cię irytuje, że tak wolno myśli albo czegoś nie pamięta”. O siewcy i glebie nie wspomnę, bo i tak nadużywam wulgaryzmów.

    Polubienie

    • Ale to, że jakaś szurnięta laska napisze sobie podręcznik o siewcy i glebie nie świadczy, że kobieta i mężczyzna nie mają równych praw, tylko o tym, że autorka tych słów ma nie po kolei. Nie da sie osiągnąć idealnej równości, a rzeczy, które aktualnie przeważają szalę w jedną bądź drugą stronę, to naprawde drobnostki, w porównaniu z tym co było kiedyś. To, że bluzki bez rękawów i krótkie spodenki u dziewczyn w szkołach średnich są be, to jest naprawdę mikroproblem. Żaden, tak naprawdę, w zestawieniu z brakiem praw do głosowania czy nauki.

      Pisałam w dekalogu, że u mnie na blogu nie ma czegoś takiego jak „nadużywanie wulgaryzmów”. Piszesz ile musisz, pod warunkiem, że wiesz, kiedy są spoko- a wierze, że moi czytelnicy są ogarnięci i wiedzą, więc niech se używają do woli 😉

      Polubienie

  2. Padłam śmiechem na tekst o dentyście. Ja miałam WDŻ od 5 klasy szkoły podstawowej do 2 klasy gimnazjum. I w tymże gimnazjum nauczycielka WDŻ (oraz historii i wosu) gorąco apelowała do naszych zdrowych rozsądków, abyśmy zapoznawali się z antykoncepcją oraz nie bali się lekarzy, bo często to on nas oświeci lepiej, niż ktokolwiek (w sumie na biologii przy chorobach cywilizacyjnych nauczyciele biologii trąbią na prawo i lewo, że badanie się jest ultra-mega ważne). Co do tamponów i podpasek – kwestia indywidualna. Ale ubiór? Proszę was, to nie średniowiecze. Oczywiście, że w bikini do szkoły się nie chodzi, ale np. w bluzce na ramiączkach nie wolno?

    Polubione przez 1 osoba

    • To chyba zależy od szkoły. Jak pójdziesz do wojskowej to nie ma zmiłuj, środek lata a ty w mundurze. Ale w mojej szkole- zwykłej, zwyczajnej- spodenki muszą być za kolano, a bluzki na naramkach są komentowane przez dyrekcję „mi by było tak wstyd przyjść do szkoły”.

      Pjontka dla Twoich nauczycieli za takie podejście. Moi tez nie uczyli z podręczników, przynajmniej w gimnazjum- bo faktycznie w podstawówce puszczano nam te durne filmy- a lekcja polegała głównie na zadawaniu przez uczniów pytań. Co nas dręczyło i co chcieliśmy wiedzieć, dowiadywaliśmy się 🙂

      Polubienie

  3. Pingback: STRACIŁAM DZIEWICTWO Z WIBRATOREM | NIEUPORZĄDKOWANY CHAOS

  4. Miałam WDŻ w gimnazjum z babką od biologii i było całkiem spoko. W sumie dużo było dość bezpośredniego mówienia o tym, że trzeba się myć, zmieniać bieliznę, a strząchnięcie fiuta po wizycie w kiblu nie załatwia kwestii higienicznych. Antykoncepcja też była, nawet jakoś tak neutralnie opisana, choć mogli to nieco bardziej rozwinąć. I z tego co pamiętam było sporo grzmienia, że dziewczyny nie powinny się wstydzić miesiączkowania, a faceci nie powinni się z tego nabijać.

    Gorzej, że próbowali wcisnąć nam WDŻ w liceum… Z nawiedzoną katechetką w roli głównej. Na szczęście nikt nie próbował się na to zapisać.

    Polubione przez 1 osoba

    • WDŻ powinny uczyć właśnie biolożki (my w gimnazjum mieliśmy zajęcia z historycą, która zrobiła drugą specjalizację i też było mega fajnie) bo one podchodzą do tematu od tej biologicznej własnie strony. A czego nauczysz się na wychowaniu do życia w rodzinie do katechetki? Tego własnie, że najlepsze sa naturalne metody planowania rodziny a za stosowanie kondomów pójdziesz do piekła.

      Polubione przez 2 ludzi

      • Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że wspomniana katechetka była starą panną, która wypchnęła swojego syna siłą do seminarium. Nie przeszkadzało jej to jednak być specjalistą ds. rodziny przy parafii czy coś w tym guście. Nie znoszę tego typu galopującej hipokryzji.

        Zdarzają się rozsądni katecheci, choć rzadko – ale i tak nie powierzałabym im WDŻ.

        W ogóle, w liceum w ramach religii obowiązkowo mieliśmy kurs przedmałżeński. Na szczęście ksiądz też był spoko, niby coś tam zaliczaliśmy, coś obejrzeliśmy, ale raczej pozwalał nam robić co chcieliśmy, póki nie było za głośno i nikt mu nie podskakiwał. Ale dostałam jedną pałę z odpowiedzi o naturalnych metodach.
        Do tej pory twierdzę, że „naturalne metody planowania rodziny” lepiej się nadają jako pomoc przy planowaniu ciąży, a nie jej unikaniu…

        Polubione przez 1 osoba

      • Taak, to tak jakby nauki prowadzenia samochodu uczył cię ktoś kto nigdy samochodem nie jechał nawet jako pasażer i całą wiedzę ma w sumie z podręczników.

        Co do tej kwestii naturalnych metod to masz stuprocentową rację, bo kiedy ktoś chce uniknąć ciąży, to szuka pewniejszego potwierdzenia niż „Może sie nie jebłam w obliczeniach i będzie git”. Kiedy ktoś z kolei stara się o dziecko to przydatne jest wiedzieć kiedy MNIEJ WIĘCEJ ma większe szanse. A to i tak w bardzo skrajnych przypadkach gdy zwykłe „Dobra, odstawiamy tabletki i gumki i zobaczymy co z tego będzie” nie daje efektów. Albo gdy komuś sie nie chce czekać na zrządzenie losu ;D

        Polubione przez 1 osoba

  5. Z obliczeń też dupa, to się może przesunąć, plemniki zarazy żyją długo, komórka jajowa też zadziwiającą długo jest chętna… To tylko taka złośliwość losu, że jak chcesz, to nic, a jak nie chcesz, to zaraz wpadka.

    Polubienie

    • Z jednej strony można się smiac, że prawo Murphy’ego, a z drugiej strony to trochę smutne, że jakas szesnastka pójdzie na imprezę, zaliczy wpadkę i płacze bo „nie będzie mogła chodzić na balety” i „głupi bachor zniszczył jej życie” a para z długoletnim stażem małzeńskim stara się i mimo chęci i ogromnej miłości, która mogliby dac dziecku nie może go mieć. Na to jest niestety biologiczne wytłumaczenie- zegar tyka i nic z tym nie zrobisz. Dlatego im kobieta młodsza tym większe prawdopodobieństwo ,że zajdzie, że ciążę donosi i że urodzi się zdrowe dziecko.

      Polubione przez 2 ludzi

  6. Odesłano mnie do tego wpisu to przyszłam, cóż zrobić 😉
    Nie jestem nauczycielką (na szczęście :), zrobiłam jednak kiedyś kurs edukatora seksualnego młodzieży (tak, wiem, brzmi cudownie) i miałam okazję prowadzić zajęcia w technikum. Tamta szkoła na szczęście prezentowała niezły poziom i młodzież mimo kiełbi we łbie jakąś w miarę sensowną wiedzę już miała. Jednak rzeczy, jakich się nasłuchałam od babek, które mnie uczyły (a prowadziły m.in. poradnię) jeżyły włos na głowie, np. to, że już nie tylko irygacje z coca coli służą plemnikobójczo, można też zastosować domestos O.o Niestety masa ludzi ubzdurała sobie, że jeśli nie będzie się o seksie mówić, to ludzi nie będą go uprawiać. Ślepy zaułek cywilizacji. Jeśli ktoś chce się starać o dziecko (bo antykoncepcją tego nie nazwę) metodą watykańskiej ruletki, czyli kalendarzyka małżeńskiego, to jego sprawa. Ale dla mlodych ludzi szklanka wody zamiast to za mało, niech więc wiedzą jak się zabezpieczać. Czy skorzystają z tego w wieku 15 lat, czy 21 to już inna sprawa, nie każdy zaczyna wcześnie. Uwielbiam argument „uczenie o seksie sprawia, że szybciej zaczynają go uprawiać” – ja się uczyłam matematyki od bodajże 5 roku życia i nie wywowało to we mnie pragnienia zostania matematykiem 😀 Plus tendencje do idealizowania i traktowania jako niewinne dzieci – ile ludzi tak naprawdę wie, że niemowlaki się masturbują? Że istnieje u dzieci ryzyko uzależnienia się od masturbacji? To są rzeczy, których nie można zamiatać pod dywam lub kołderkę, trzeba umieć o tym choćby z lekarzem rozmawiać. Kolejny problem ciemnogrodu – afery o szczepienia przeciwko brodawczakowi. „Zaszczepiona 13latka będzie się puszczać, tylko dziewictwo uchroni od choroby”. Ha. Ha. Ha. Owszem, może się zarazić nawet najbardziej wstrzemięźliwa dziewczyna. Od kogo? Od swojego jedynego wybranka, męża. Męża, który np. przed ślubem taki wstrzemięźliwy nie był.
    A jeszcze temat „prowokowania gwałtu”, te bezwstydne bluzki bez rękawów itp. Tylko w takim razie dlaczego gwałcone są też zakonnice, niemowlaki i staruszki? Czy one również bezwstydnie sprowokowały biednych gwałcicieli?!
    Boli mnie temat ciemnogrodu w tym kraju, po jesiennych wyborach zapewne będzie mnie bolał jeszcze bardziej. Szklanka wody zamiast edukacji, psie ich macie.

    Polubienie

    • Mamy baaardzo podobne zdanie na ten temat. Kalendarzyk jako antykoncepcja mnie naprawdę rozwala, bo to nijak ciąży nie zapobiega- dlatego jest popierane przez Kościół. Pomaga się starać o dziecko i jest cholernie niedokładne, a jak mi w podręczniku do wychowania do życia w rodzinie piszą ze to metoda lepsza od prezerwatyw to krew zalewa. Z kolei rozmowa z katechetą:
      „Używam prezerwatyw bo nie chce zajść w ciążę w wieku siedemnastu lat.”
      „To nie uprawiaj seksu”
      Gościu, mam swoje potrzeby. I jest to tak samo naturalna potrzeba jak spanie i jedzenie. Brak mi słów na takie poglądy. Znaczy, okej, jak ktoś chce to niech wierzy w to, że za używanie prezerwatyw zje go szatan, ale ja w to wierzyć nie będę i fajnie by było jakby dzieciom i nastolatkom nie wciskalo się do głowy takich bzdur jak to, że dziewica nie może zajść w ciążę wiec przy pierwszym stosunku nie trzeba się zabezpieczać i inne takie. Takie coś można mówić na religii. Edukacja seksualna powinna być od przekazywania suchych biologicznych faktów a nie opinii powstałych w oparciu o wierzenia religijne czy mity powtarzane z pokolenia na pokolenie.

      Polubienie

Podziel się swoją opinią

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s