BO NAJDROŻSZA JEST MARKA

picjumbo.com_HNCK2304

Wczoraj firma New Balance opublikowała na Facebooku zdjęcie przedstawiające porównanie jednego z wyprodukowanych przez nich modeli butów do biegania z butami firmy Crivic, dostępnych w popularnej sieci supermarketów LIDL o trzysta złotych taniej. Jedyną widoczną na pierwszy rzut oka różnicą jest brak charakterystycznej dla marki literki N umieszczonej z boku buta.

Jesteśmy ogromnie wdzięczni, że pomimo ogromnej inspiracji postanowiliście nie umieszczać na cholewce znaku „N”. Nasi projektanci zasugerowali literkę „L”- pomysł możecie dowolnie wykorzystać w przyszłości.

Akcja odważna, a słowa dość mocne- chyba zbyt mocne dla przedstawicieli firmy, którzy po tym, gdy w komentarzach podniosła się dyskusja na temat niezbyt dobrej jakości butów NB jaką dostajemy za znacznie wyższą cenę, usunęli post. Dyskusja jednak nie zniknęła- zdjęcia opublikowane na fanpejdżu zyskują teraz całą masę komentarzy podobnych do „Po buty do biegania pójdę do Lidla”, ludzie skarżą się na buty za kilkaset złotych, które rozpadają się po kilku miesiącach chodzenia i na odrzucone przez firmę reklamacje w związku z powyższym, a prowadzący fanpejdż uprzejmie odpierając każdy atak starają się uratować sytuację, z której już na pewno z twarzą nie wyjdą. Poczytajcie sobie, fajnie jest.

Nie rozumiem trochę całej tej gównoburzy i nagłówków „Firma New Balance ośmiesza Lidl” na portalach internetowych. Słowa skierowane do „konkurencji” przez NB nie są może najuprzejmiejsze, ale trzeba być idiotą, żeby nie zauważyć ironii, którą przesycony jest tekst i nie podejść do całej sytuacji z dużym dystansem. Zaśmiać się, podziękować za złożone życzenia świateczne, życzyć tego samego i dodać, że na pewno w przyszłości wykorzysta się pomysł z literką L na cholewce- jest przecież genialny!

Istotna jest jednak inna kwestia. Czy płacąc za buty kilkaset złotych możemy być pewni, że są jakościowo lepsze i bardziej wytrzymałe niż dużo tańsze podróbki? Z opinii, które przeczytałam na fanpejdżu wnioskuję, że nie. Plusem znanych marek jest to, że zapewniają reklamację- nie można zwrócić ani wymienić butów kupionych na bazarku czy w niesieciowym sklepie na deptaku- minusem to, że jak wynika z komentarzy, reklamacje często są odrzucane, mimo iż wina ewidentnie leży po stronie producenta, nie użytkownika.

Nigdy nie kupiłam markowych butów. Imitacje za trzydzieści czy czterdzieści złotych zawsze mi wystarczały. Miałam kiedyś buty, które wyglądąły jak vansy, zapłaciłam za nie trochę więcej niż za paczkę papierosów. Jedyna powierzchnowna cecha rózniąca je od oryginału: na metce (umieszczonej nawet w tym samym miejscu) zamiast nazwy marki znajdował się napis sport. Znajoma odkładała jakiś czas na swoje wymarzone markowe buty- kupiła vansy i zniszczyły się tak samo jak i moje. Nawet poprzedzierały się w identycznych miejscach. Równie dobrze mógł to być przypadek, ale faktem jest, że nie pochodziła w nich dużo dłużej niż ja.

Sprawa nie dotyczy tylko i wyłącznie butów, ale też ubrań z sieciowych sklepów- i tu się przyznam, bluzkę czy spodnie z metką znanej firmy zdarza mi się kupować znacznie częściej niż markowe buty. Kupuje je bo mi się podobają, a wiem, że nie dostanę takich nigdzie indziej („czarny rynek” z podróbkami ubrań jest dużo mniej rozwinięty niż ten z butami); i naprawdę, musi mi się coś bardzo bardzo mocno spodobać, żebym to kupiła, bo podchodząc do kasy nie mogę nigdy pozbyć się świadomości, że przepłacam. Że tym, za co płacę tak wygórowaną kwotę nie jest wcale jakość, ale metka i praca projektanta. I o ile to drugie jeszcze mnie tak nie boli, bo to zawód jak każdy inny, w dodatku wymagający sporej kreatywności, także wykonującym go należy się to, co dostają, o tyle płacenie za to, że do bluzki został przyszyty kawałek materiału z wyszytą na nim nazwą firmy boli jak cholera.

Dlatego często poluję na promocje i wyprzedaże, żeby nie bolało aż tak bardzo. W sumie mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że jeśli już mam w swojej szafie coś z metką, to na 99% było to kupione po przecenie. Ewentualnie dorwane w ciucholandzie. Swoją drogą wszystkie te akcje promocyjne doskonale pokazują jak sieci sklepów odzieżowych zdzierają siano z klientów. Bluzeczka z nowej kolekcji kosztuje, dajmy na to, osiemdziesiąt złotych. Po dwóch przecenach będzie kosztowała dwadzieścia- i nadal będzie się ją opłacało sprzedać, nikt przecież nie będzie sprzedawał towaru po kosztach, albo tymbardziej poniżej nich. Dorwałam kiedyś element markowej bielizny przeceniony z dziewięćdziesięciu dziewięciu złotych na chyba niecałe cztery. Wiem, że kupowałam go za drobniaki pochowane po kieszeniach spodni i takie, które udało mi się z dna torebki wygrzebać, więc to nie mogło być dużo. Po jakimś czasie wrócił do sklepu, znów w starej cenie.

Prawie identycznie wyglądające buty, tyle tylko, że bez rozpoznawalnego znaczka firmy kosztujące kilkaset złotych mniej nasuwają podobnego rodzaju wątpliwości, zwłaszcza, iż niektórzy twierdzą, że w niemarkowych butach biega się równie wygodnie. Noszenie podrobionego obuwia to wcale nie oznaka cebulactwa; są ludzie, których zwyczajnie nie stać na to, żeby wydać jedną piątą pensji na buty, a są i tacy, którzy chcą zapłacić za to, co kupują, a nie przepłacać za markę. O dziwo znajdą się też ludzie, którzy chcą buty tylko i wyłącznie dla samej marki.

Nie zrozumiem nigdy ślepej pogoni za noszeniem markowych ubrań. Czy dzieci w podstawówce mówią teraz do siebie: „Nie możesz się z nami bawić, bo nie masz New Balance’ów”? Ludzie, którym naprawde sporą różnicę zrobi wydanie tych trzystu złotych więcej (nie aż taką, żeby nie mieli co jeśc przez tydzień, ale jednak) i tak chcą je wydać. Po co? Czy aż tak bardzo liczy się dla nich posiadanie znaczka, który niekoniecznie jest wyznacznikiem jakości?

Spodobało Ci się w Podziemiu? Zachęcam do zostania na dłużej. Miejsca jest dosyć. Tutaj możesz podnieśc kciuk w górę i pokazać, że podoba Ci się moja twórczość, oraz być na bieżąco z nowymi wpisami.

Reklamy

16 uwag do wpisu “BO NAJDROŻSZA JEST MARKA

  1. Z punktu widzenia fizjoterapeuty buty, w których się poruszamy przez większość czasu powinny zapewniać jak najbardziej fizjologiczne warunki do chodu. Nie jestem przekonany co do podeszew tego typu, ponieważ wykorzystują sztuczna amortyzację zwrotna. Co do kwestii ceny, najprostszym wyjściem wydaje się kupić obie pary i porównać, oraz poddać je testom mechanicznym, zarówno oporu, jak i odkształcania podeszwy na wysokości zgięcia podeszwowego. Z doświadczenia zawodowego znam kilku sportowców ceniących sobie markę New Balance jako tanią alternatywę dla Asicsów, Nike czy Adidasa.

    Polubienie

    • Szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia czym jest „sztuczna amortyzacja zwrotna”. Nie jestem też wykwalifikowana w dziedzinie fizjoterapii- czy jeżeli buty czynią jakieś wyraźne szkody w moim organiźmie jestem w stanie to jakkolwiek stwierdzić, czy odczuję to dopiero po dłuższym okresie czasu?
      Bo buty w których chodzę są naprawde wygodne i nie odczuwam dyskomfortu gdy np. wyjdę w nich gdzieś na cały dzień i cały dzień faktycznie chodzę (np. na spacerze w lesie, czy po mieście).

      Polubienie

      • SAZ – czyli po ludzku, coś pomaga Twojej stopie odbić się od podłoża podczas chodu/biegu. Buty powinny przede wszystkim pozwolić stopie na swobodną pracę tzn. podeszwa powinna być giętka, żeby wykorzystać prawidłowy wzorzec chodu, oraz twardy zapiętek, żeby stopa nie przemieszczała się w bucie. Idealne obuwie to… jego brak, lub tzw. Five Fingersy. Jak to mówią kolokwialnie „mięsień nieużywany zanika” dlatego powinniśmy jak najrzadziej używać butów i dbać o te malutkie mięśnie w stopie, które dzięki swojej pracy utrzymują prawidłowy kształt stopy i jej funkcje. Większość dysfunkcji dolnej połowy ciała wychodzi ze stóp, lub miednicy. Podsumowując dobre obuwie to podstawa, lecz nie może nam, ani ułatwiać chodu, ani go utrudniać. Powinniśmy się czuć tak jakby go nie było.

        Polubienie

      • Więc chcesz mi powiedzieć, że całe życie niepotrzebnie wysłuchiwałam od mamy „Załóż laczki, nie chódź boso” , bo właśnie powinnam chodzić boso? Całe życie w kłamstwie.
        Nie przywiązuję w sumie aż tak wielkiej wagi do butów- gdy je kupuję to patrzę na wygląd i cenę, oraz na to, czy sa wygodne, czy mnie nie obcierają. A i tak ostatecznie przekonuję się o tym dopiero przechodziwszy w nich parę dni. Z racji tego, ze jestem tez kobietą czasem zupełnie zapominam o tym co dobre dla moich nóg i zakładam kilkunastocentymetrowe szpilki. Albo ciężkie jak cholera glany. Najczesciej jednak chodzę w najzwyczajniejszych w świecie trampkach i naprawdę ciężko dostrzec mi różnicę w budowie pomiędzy Vansem a podróbką Vansa. Oryginalnych butów nigdy nie nosiłam, ale podejrzewam, że w wygodzie też by specjalnej różnicy nie było.

        Polubienie

  2. Po pierwsze, gratuluję szybkiego podłapania tematu 😀 To domena dobrych blogerów 😉
    Po drugie, jest znacząca różnica między markami sieciowymi, a markami premium. Sieciówki nie różnią się od bazarowych ciuchów. Ba, te czasami są szyte w Polsce, przez co jakość jest o niebo lepsza.Jeżeli chodzi o marki premium, sprawa ma się inaczej. Jest drożej, ale i jest lepiej. Wystarczy trochę mózgu, by płacić za jakość a nie za sprawny marketing.

    Lubię modę i jak dla mnie wytykanie podróbek jest szczytem Januszonizmu. Naśladowanie jest przecież najwyższą formą uznania. Czy Vuitton wypowiada marketingową wojnę podróbkom? Czy Madonna pozywa Lady Gage o kopiowanie stylu?
    No ale nie oczekujmy klasy po zwykłęj sieciówce, którą NB niewątpliwie jest.

    Pozdr,
    Wychowski! 😉

    Polubione przez 1 osoba

  3. A ja mam bzika na punkcie firmowych butów, niestety nie na każde najnormalniej w świecie mnie stać. To kwestia tego, że w Polsce wszystko jest droższe -,- Osobiście nie uważam, że jeśli ktoś ma „podróbki” to jest gorszy czy coś, przecież nie jesteśmy w podstawówce. Ale jeśli ktoś je kupuje po to by udawać, że ma oryginały i się z tym panoszyć, to trochę dziwne. Wgl to temat rzeka…

    Polubienie

    • Śmieszne jest też dla mnie jak ktoś kupuje buty przeznaczone i stworzone do biegania chodź nie biega. Buty z grubszą podeszwą, stworzone specjalnie dla deskorolkarzy i BMXów, chodź ani na jednym ani na drugim nie jeździ.
      I bez przesady, ludzie nie są głupi, a podróbki nie są aż tak dobre, by ktoś uwierzyl, ze podrobka jest oryginałem. Można równie dobrze panoszyć się z oryginałami, szczycić się tym, że ma się buty za które zapłaciło się tyle i tyle. Z tego co napisałaś Ty tak nie masz i to Ci się chwali 😉

      Polubienie

  4. Leżę na kanapie i tak sobie myślę: cholera, ja nigdy nie kupiłam markowych butów! Lubię dobrze wyglądać, więc fakt, iż nigdy nie miałam najków, srajków czy innych butów tego typu trochę mnie zaskakuje. Z drugiej strony nie żałuję, bo cenie sobie oryginalność, dlatego często łażę w dziwnych, ale za to dobrej jakości butach, za które zapłaciłam godne pieniądze. Nie widzę sensu w szpanowaniu marką, ale za to z uśmiechem śledzę trendy, które omijam szerokim łukiem 🙂 converse, vans, air max, air force, new balance…. ach, jak dobrze, że nie lubię sportowych ubrań, a trapery i buty do biegania z pewnością mi wystarczają 🙂 pozdrawiam!

    Polubienie

    • Marka mnie nie obchodzi, trendy też nie. Coś mi sie podoba to noszę. I wkurzam się, gdy to co mi się podoba pokrywa się z obecnym trendy, bo wiem, ze jeszcze troche i wszyscy będą się ubierać tak jak ja ubieram się przez cały czas, mając gdzieś czy jest to modne czy nie.

      Polubienie

  5. Można też robić coś pomiędzy kupowaniem markowych butów, a ich tańszych odpowiedników – polować na okazje na allegro lub szmateksach 😉 Sama tak robię z moimi ukochanymi conversami. Za nic nie zapłaciłabym tych 200 zł za nówkę w markowym sklepie, ale za 50 już na allegro chętnie wylicytuję. Cóż poradzę, że jednak ich krój i ten napis „all stars” z tyłu cholernie mi się podoba 😉 A co do wysokiej ceny za samą markę – nie dziwi mnie. Ktoś ciężko pracował, żeby się wybić z własną nazwą i jeżeli jest ona rozpoznawalna na całym świecie, ma prawo żądać więcej. To tak jak z hollywodzkimi gwiazdorami – Ci bardziej rozpoznawalni, mogą żądąć większych gaż, niż Ci mniej. Niezależnie od talentu, a w przypadku butów, jakości.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Ja co prawda dość często kupuję w sieciówkach, ale rzadko kiedy w czasie dostaw nowej kolekcji, czasem jak coś mi się spodoba to czekam 2-3 tygodnie i kupuje za połowę ceny.
    Tak czy siak większość ciuchów mam z lumpexów, większość firmowych.
    Teraz mam problem kiedy chodzę na zakupy, bo niby sukienka fajna, ale z takiego materiału w lumpie za 3 zł znajdę

    Polubienie

  7. A co powiesz na temat płatnych toreb w niektórych sklepach(wszystkich poza handlowymi typu tesco) oraz tym że Towar który kupisz może być co najwyżej wymieniony na kupon o równowartości towaru w tym samym sklepie? Może tematy na kolejny temat bloga może krótka odpowiedź

    Polubienie

      • Chodzi mi o tak zwaną gwarancję że gdy coś stanie się z butami możesz dać na gwarancję ale co najwyżej to albo wymiana albo kasa tą co zapłaciłaś na oferte sklepu a nie jak to kiedyś było można iść kupić buty potem poszła podeszwa w połowie a kierownik uznaje i zwraca gotówkę.

        Polubienie

Podziel się swoją opinią

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s